Prawo: jak z taśmy fabrycznej


Rok 2016 był kolejnym – piątym z rzędu – w którym produkcja prawa w Polsce pobiła historyczny rekord. W życie weszło 31 906 stron maszynopisu aktów prawnych najwyższej rangi – ustaw i rozporządzeń. To 7,5% więcej niż w rekordowym pod tym względem roku 2015 – alarmuje firma audytorsko-doradcza Grant Thornton. W takim gąszczu przepisów przedsiębiorcy źle się czują i ryzykują, że niechcący wejdą w konflikt z prawem, bo przecież jego nieznajomość nie zwalnia z przestrzegania.

Jednym z kluczowych czynników, który wpływa na rozwój gospodarczy jest stabilność otoczenia prawnego w gospodarce. Duża zmienność przepisów nie tylko utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej i zniechęca przedsiębiorców do podejmowania inwestycji, ale też naraża firmy na odpowiedzialność karną i administracyjną za łamanie prawa. Żeby mierzyć skalę zmienności prawa, firma audytorsko-doradcza Grant Thornton uruchomiła dwa lata temu swój „Barometr otoczenia prawnego w polskiej gospodarce”.

– Kiedy inaugurowaliśmy nasz projekt, uzyskane wtedy wyniki wydały nam się niepokojące. Okazało się, że produkcja prawa w Polsce była najwyższa przynajmniej od 1918 roku. W życie wchodziło niespełna 26 tysięcy stron maszynopisu ustaw i rozporządzeń rocznie. Liczba była zaskakująco duża, więc mieliśmy nadzieję, że produkcja prawa w Polsce osiągnęła już szczyt i sytuacja nie będzie się dalej pogarszać. Niestety, stało się inaczej – podkreśla Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton w Polsce.

Przedsiębiorca lub konsument, który chciałby być na bieżąco ze zmianami legislacyjnymi, musiałby każdego dnia roboczego czytać średnio 128 stron nowych aktów prawnych i poświęcać na to codziennie około 4 godzin. Jeśli dodać do tego czas potrzebny na przeczytanie tekstów źródłowych (jednolitych tekstów ustaw, w których wprowadzane są zmiany), a także interpretacji podatkowych (rocznie wydawanych jest ich ponad 30 tysięcy) i najważniejszych orzeczeń sądowych, przedsiębiorca mógłby stwierdzić, że doba jest za krótka na taką lekturę, a co dopiero na zarządzanie firmą.

Choć w założeniu „Barometr otoczenia prawnego w polskiej gospodarce” koncentruje się na mierzeniu skali produkcji prawa, to w tym roku raport został poszerzony o analizę tego, jak wyglądają prace legislacyjne parlamentu. Okazuje się, że w ostatnich latach wyraźnie przyspieszają. W 2016 r. prace nad ustawą trwały średnio 77 dni – tyle czasu mijało przeciętnie od zgłoszenia projektu ustawy do sejmu do podpisania gotowego aktu prawnego przez prezydenta RP. Dla porównania, jeszcze w 2015 r. było to 122 dni, a dwa lata temu – 151 dni. Zatem w dwa lata średni czas pracy nad ustawami skrócił się o połowę. Według danych zebranych przez Grant Thornton, coraz szybciej przebiegają właściwie wszystkie etapy procesu legislacyjnego – przyspieszane są konsultacje społeczne i prace w komisjach sejmowych, coraz rzadziej senat zgłasza poprawki do ustaw, a prezydent coraz krócej zapoznaje się z nimi i szybko składa na nich podpis.

– Prawo musi się zmieniać, żeby nadążać za zmieniającą się rzeczywistością. Należy więc docenić starania urzędników czy legislatorów, którzy w dobrej wierze chcą poprawiać polskie prawo i z wysiłkiem tworzą akty prawne. Tym niemniej skala produkcji prawa w Polsce urosła do tak potężnych rozmiarów, że naszym zdaniem wymknęła się państwu spod kontroli. Każdy kolejny rząd i parlament produkują więcej prawa niż ich poprzednicy i tworzą ustawy w coraz większym pośpiechu. Trzeba ten wyścig w końcu zatrzymać, ponieważ biurokracja staje się coraz silniejszą barierą w rozwoju polskiej gospodarki – ocenia Tomasz Wróblewski.

(C)

Słowa kluczowe: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*