Jak to się robi w USA cz. 2

Tuningowany Freightliner i Volvo VN 780 Piotra Jaskierni.

Piotr Jaskiernia znalazł się w Stanach Zjednoczonych jesienią 1981 roku. Celem jego wyjazdu było zarobienie pieniędzy na kupno taksówki i własnego mieszkania w rodzinnym kraju. Los zdecydował jednak, iż nie powrócił do Polski. Wybrał pracę kierowcy ciężarówki. W poprzednim wydaniu „Ciężarówek” przedstawiliśmy pierwszą część historii jego kariery zawodowej, a jednocześnie zbioru ciekawostek o amerykańskim transporcie drogowym. Kontynuujemy jego opowieść...

Amerykańscy kierowcy większą część roku spędzają poza domem, a każdy z nich pokonuje przeciętnie ponad 200 tysięcy km rocznie. Piotr Jaskiernia zdradza, że tygodniowo przejeżdża dystans około 5 tys. km, a roczny przebieg jego ciężarówki dochodzi nawet do 250 tys. km. Jak to możliwe w pojedynczej obsadzie?

Kenworth K 100 Aerodyne VIT. Ciągnik, którego
charakterystyczną cechą jest kabina wagonowa
w europejskim stylu (Amerykanie określają ten rodzaj nadwozia „cabover” lub „COE”, co oznacza kabinę
nad silnikiem) był pierwszą ciężarówką Piotra.

Freightliner Argosy – jedyny nowoczesny „cabover” ze stajni Freightlinera. Auta z szoferkami wagonowymi są za oceanem niepopularne i za parę lat mogą zniknąć z dróg.

Kenworth T 600 – Piotr Jaskiernia w czasie swojego
pobytu w USA użytkował kilka takich pojazdów.


Nowoczesny Kenworth T 2000 z przedłużoną kabiną. Wielu „owner operatorów” decyduje się na rozbudowę kabiny, w której przecież spędzają większość czasu.

W USA kierowcy bardzo często rozsuwają osie naczepy,
aby nie przekraczać dopuszczalnych nacisków.

Szybka jazda
Przede wszystkim duże pojazdy w USA mogą jeździć szybciej niż w Europie, choć dozwolone prędkości nie są jednakowe w poszczególnych stanach. W większości z nich górna granica prędkości wynosi (w przeliczeniu na kilometry) 105-110 km/h. To też nie reguła, bo w stanie Utah są nawet odcinki, gdzie ciężarówki mogą pędzić z prędkością 80 mil, czyli 128 km/h. Piotr porusza się najczęściej w tempie ok. 100 km/h, a jego Volvo spala przy tym około 35-36 l/100 km.
W dużych firmach transportowych normy zużycia paliwa dla poszczególnych pojazdów nie są sztywno określane, więc większe spalanie związane z uzyskiwaniem wyższych prędkości nie odbija się negatywnie na zarobkach kierowców.
Uzyskiwanie dużych przebiegów rocznych umożliwia także bardzo dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa. Drogi są przy tym puste, zwłaszcza w środkowej części kraju, więc nie trzeba tracić czasu stojąc w korkach. Istotne dla kierowców jest również uproszczenie wielu procedur oraz sieć wielkich parkingów (Truckstop) zapewniających kompleksową obsługę: tankowanie, mycie pojazdu, naprawy. Można tam zrobić zakupy, obejrzeć film w sali kinowej czy wziąć prysznic. Można wreszcie wypożyczyć i posłuchać w czasie jazdy treści książki nagranej na płycie CD. To popularna usługa w USA – kierowca wypożycza płytę na jednym parkingu, a oddaje na kolejnym. W dobie kryzysu dodatkową motywacją do „nakręcania” ciężarówką jak największych przebiegów są, niestety, niskie stawki za usługi transportowe.

Długi dzień pracy
Czas pracy kierowcy za oceanem rozliczany jest inaczej niż w Europie. Amerykańscy przewoźnicy nie mają obowiązku użytkowania tachografów, co najprawdopodobniej wkrótce się zmieni. Póki co wszystkie czynności związane z wykonywaniem obowiązków służbowych odnotowuje się w specjalnych segregatorach, co przy wielkiej „cierpliwości” papieru stwarza dość duże pole manewru. Wobec wzrostu liczby urządzeń elektronicznych rejestrujących pozycję ciężarówek, jak czytniki opłat autostradowych czy wagi znajdujące się na szlakach, elementy kontroli stają się jednak coraz bardziej widoczne.
Prowadzić pojazd można maksymalnie 11 godzin dziennie przy 14 godzinach pracy. Po upływie tego czasu kierowca musi bezwzględnie przerwać jazdę. Łączny czas pracy rozlicza się w cyklach – najpopularniejszy jest wariant przewidujący 70 godzin pracy w okresie 8 dni. Po jego upływie należy zrobić 34-godzinną przerwę. W praktyce 70 godzin udaje się wypracować szybciej, a resztę można przeznaczyć na inne czynności. Taki sposób pracy pozwala na pokonanie po autostradzie do tysiąca kilometrów w ciągu jednego dnia. Poważnym utrudnieniem bywa jednak oczekiwanie na ładunek, niekiedy nawet kilkudniowe.

Czym jeżdżą?
Typowy amerykański zestaw to 3-osiowy ciągnik siodłowy (napęd 6x4) z klasyczną kabiną i długą sypialnią, który jest sprzęgnięty z 2-osiową naczepą na bliźniaczych kołach. Auta z szoferkami wagonowymi, dominujące u nas, są za oceanem niepopularne i za parę lat z pewnością znikną z dróg. Obecnie żaden z producentów nie ma już w swojej ofercie dalekobieżnych pojazdów z taką kabiną. Ich zmierzch był przesądzony, albowiem w większości były to stare konstrukcje. Jedynie Freightliner zdecydował się na opracowanie nowoczesnego modelu Argosy.
Swego czasu Piotr Jaskiernia użytkował Kenwortha K 100 z wagonową kabiną, który miał jednak kilka wad – przede wszystkim potężny tunel silnika utrudniający poruszanie się we wnętrzu. Pomimo wysokiego dachu, przyjęcie pozycji wyprostowanej było możliwe jedynie na niewielkiej powierzchni za fotelami. Kabiny z „nosem” górują nad wagonowymi także pod względem łatwiejszego dostępu do silnika oraz wygodniejszego wsiadania do niskiej szoferki, co dla kierowców z USA okazuje się decydujące przy wyborze pojazdu.
Specyficzną cechą amerykańskiego rynku pojazdów ciężkich jest oferowanie przez producentów obok modeli nowoczesnych, także klasyków o dość topornej stylizacji nadwozia, do których zalicza się nieśmiertelne pojazdy, jak Kenworth W 900 i Peterbilt 379. Volvo natomiast sprzedaje na tamtym rynku tylko jeden z wyglądu bardziej „amerykański” pojazd – model VT, który pod względem technicznym zbliżony jest do popularnego VN. Oprócz szwedzkiego koncernu, który jest też właścicielem firmy Mack, najważniejszymi „ciężarowymi” graczami w USA są koncern Paccar (należą do niego marki Kenworth i Peterbilt), Daimler (jego marki to Freightliner, Western Star i Sterling) oraz International.
W poszczególnych stanach są różnice w maksymalnych długościach i masach zestawów drogowych. Uniwersalną konfiguracją dopuszczoną we wszystkich zakątkach USA jest zestaw ważący 80.000 funtów (ok. 36,4 tony) z naczepą o długości 53 stóp (15,2 m). Przy takich wymiarach w wielu stanach limituje się jednak długość całego zestawu, więc kierowcy użytkujący ciągniki z dodatkowo przedłużonymi sypialniami używają naczep 48-stopowych (14,65 m).
Naciski na osie typowego 18-kołowca wynoszą: 34 tys. funtów (ok. 15,4 t) na dwie osie naczepy plus 34 tys. funtów na drugą i trzecią oś ciągnika plus 12 tys. funtów (ok. 5,4 t) na oś kierowaną ciągnika. Regułą jest, że osie naczepy można przesuwać w obu kierunkach – w zależności od tego, jakie są dozwolone naciski na danym terenie. Częstym widokiem są rozsunięte osie naczepy. Przyczyną tego jest tzw. formuła mostowa, w myśl której dopuszczalny nacisk jest większy, gdy osie są od siebie oddalone. Innymi słowy, naczepa z rozsuniętymi osiami może w zgodzie z przepisami przewieźć większy ładunek. Celem tego rozwiązania była ochrona mostów (stąd nazwa), obecnie stosuje się je na pewnych odcinkach dróg w celu ograniczenia zużycia nawierzchni. W wielu rejonach tego olbrzymiego kraju można natomiast spotkać większe zestawy od opisanego wyżej; przykładowo w stanie Oregon dopuszczono do ruchu 4-osiowe ciągniki sprzęgnięte z 4-osiowymi naczepami o DMC zestawu 105 tys. funtów (47,7 t).

Trudy dnia codziennego
Piotr Jaskiernia poświęca wiele czasu na pisanie blogów i zamieszczanie komentarzy na swojej stronie internetowej. Jak przyznaje, jest to lepsze niż siedzenie w barze, zwłaszcza podczas długiego oczekiwania na ładunek. Jak amerykańscy kierowcy zagospodarowują swój wolny czas? Oczywiście nie wszyscy przesiadują w przydrożnych barach. Niektórzy np. jeżdżą na rowerach, inni biegają, jeszcze inni czytają książki... Ważne jest dla nich bowiem choćby krótkie oderwanie od monotonii codzienności. To cenne dla komfortu psychicznego, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy osiąganie godziwych zysków z działalności transportowej prowadzonej na własny rachunek przez jednoosobową firmę (tzw. owner operator) nie jest właściwie możliwe. Jak podaje nasz rozmówca, średnia stawka w transporcie wynosi 1,2 dolara za milę, a litr paliwa kosztuje w przeliczeniu około 3 zł. Frachty mogłyby być większe, ale na rynku usług przewozowych panuje duża konkurencja. Piotr informuje o stałym napływie imigrantów pragnących podjąć pracę w zawodzie kierowcy. Obecnie najbardziej ekspansywną grupą są Hindusi, którzy opanowali już nowojorskie taksówki i teraz próbują sił na długich dystansach.
Zapytany o to, czy mając możliwość wyboru ponownie wsiadłby do kabiny ciężarówki, Piotr Jaskiernia nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony przyznaje, że to ciężki i niewdzięczny zawód, a opowieści o rzekomym bogactwie i wolności amerykańskich kierowców radzi włożyć między bajki. Z drugiej jednak nie zaprzecza, że po tygodniu spędzonym w domu coś ciągnie go w drogę...

Piotr Kunda
Zdjęcia Piotr Jaskiernia (www.katolik.us)