Ostatni polski Mohikanin

O Jelczu, dokładnie o spółce Jelcz-Komponenty, nie przeczyta się dziś zbyt wiele artykułów. Poza nielicznymi wyjątkami milczy o nim prasa fachowa, o gazetach codziennych już nie wspominając. Czy jednak należy się dziwić takiemu stanowi rzeczy? Jelcz w odróżnieniu od zachodnich potentatów nie organizuje hucznych premier. Bo zwyczajnie nie musi. Od 2004 roku fabryka wszystkie pojazdy produkuje wyłącznie dla jednego odbiorcy – naszych sił zbrojnych.

To jeden z najnowszych pojazdów Jelcza - S662 OP z pierwszą jelczańską integralnie opancerzoną kabiną, która w pełnym zakresie spełnia wymagania normy STANAG 4569 na poziomie 1. Pojazd przeznaczony jest do roli modułu zabezpieczenia logistycznego dla haubicoarmaty KRAB.

Czyni to dość dobrze, gdyż jej kolejne produkty są przez tpoiytwq armię zamawiane i wskazywane jako preferowane nośniki dla wielu specjalistycznych militarnych zabudów. W efekcie Jelcz nawet czasami nie chce, by o nim było zbyt głośno, gdyż militarny biznes często wymaga ciszy i specyficznej zasłony milczenia skrywającej niektóre działania firmy. Nam jednak udało się uzyskać nieco potwierdzonych informacji, którymi się teraz z Państwem dzielimy. Kryzys gospodarczy nie był dla zakładów Jelcza obojętny. Na skutek znacznego ograniczenia przez wojsko zamówień wstępne plany produkcyjne na pierwsze półrocze ubiegłego roku obejmowały wytworzenie zaledwie 11 pojazdów, wszystkich w ramach kontraktów podpisanych jeszcze rok wcześniej, czyli w roku 2008. Na szczęście nasze władze, jak zwykle spóźnione z reakcją, dostrzegły w pewnym momencie powagę sytuacji, gdyż kwestia zaczęła dotyczyć kondycji nie tylko Jelcza, ale i innych podmiotów istotnych dla obronności kraju. Wdrożone więc zostały pewne działania pomocowe. M.in. skromne nowe środki w znacznym stopniu przeznaczono na zakupy w krajowych fabrykach i to tych najważniejszych z punktu widzenia zachowania potencjału obronnego państwa. Ponadto Agencja Rozwoju Przemysłu, w ramach rządowego programu, zaczęła oferować gwarancje kredytowe, wraz z kosztami obsługi kredytów, na łączną sumę 1,5 mld zł. Niemniej warunki ich otrzymania nie należą do prostych. Zainteresowani, by została z nimi podpisana stosowna umowa kredytowa, muszą przejść skomplikowaną procedurę. W efekcie, do początku marca b. r., tylko dwa z dziewiętnastu chcących skorzystać z tej formy wsparcia przedsiębiorstw uzyskały dostęp do środków, czyli przeszły całą procedurę i dostały kredyt. Pierwszym z nich jest Huta Stalowa Wola, a dokładnie jej Centrum Produkcji Wojskowej (CPW HSW), które otrzymało 45 mln zł na modernizację kolejnych egzemplarzy wyrzutni rakietowych BM-21 do standardu WR40 Langusta. Druga z firm korzystających z pomocy to właśnie Jelcz-Komponenty, który w ramach umowy kredytowej o wartości 29,9 mln zł ma dostarczyć 42 ciężarówki wysokiej mobilności i wysokiej ładowności Jelcz z serii 662.

Dość dobrze już znany Bartek to dowód na to, że jelczański producent nie boi sie technicznych wyzwań – ten samochód rozważany jest jako jeden z potencjalnych następców w taborze polskiej armii Starów 944 i 1366.

Polityka jednego klienta
To zamówienie ostatecznie okazało się jednym z trzech najważniejszych dla dalszych losów przedsiębiorstwa jako wytwórcy ciężarówek. Poza nim spółka dysponuje jeszcze dwoma innymi, może nieopiewającymi na taką liczbę egzemplarzy i tym samym nie tak wartościowymi, ale także niezwykle istotnymi. Pierwsze, już praktycznie zrealizowane, dotyczy przekazania 24 podwozi P662D.35-M27 z wydłużoną, załogową, opancerzoną kabiną oraz z manualną skrzynią biegów (w przypadku litery G w oznaczeniu w kompletacji występuje skrzynia zautomatyzowana). Podwozia te trafiają do Centrum Produkcji Wojskowej Huty Stalowa Wola, które montuje na nich zmodernizowane wyrzutnie WR40, czyli poradzieckie wyrzutnie BM-21 odmłodzone dzięki finansowemu wsparciu ARP. Tym samym Jelcz pośrednio stał się beneficjentem tego programu. Drugie z tych pozostałych zamówień dotyczy budowy w latach 2010-2012 23 podwozi, w tym 21 w odmianie 6x6 i 2 w odmianie 8x8. Podwozia te posłużą jako nośniki różnych elementów – zabudów specjalistycznych przygotowanego do formowania nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego Marynarki Wojennej. Wśród tych zabudów znajdą się m.in. wyrzutnie rakiet wraz z rakietami, dostarczone przez norweski koncern Kongsberg D&A oraz krajowe radary, pochodzące z Przemysłowego Instytutu Telekomunikacji (PIT). Warto dodać, że w celu dostarczenia opisanego nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego, powstało specjalne konsorcjum, w skład którego wchodzą m.in. wszystkie wymienione wyżej firmy, w tym krajowe Jelcz i PIT oraz zagraniczne, z Kongsberg D&A na czele. W związku z faktem, że dwa z trzech przedstawionych wyżej programów znajdują się jeszcze w fazie realizacji, w 2009 roku zakład przekazał dotąd zaledwie 29 pojazdów. Tym samym, co akurat nie należy do chlubnych dokonań, pod względem sprzedaży osiągnął swoje historyczne minimum. W roku 2008 wojsko odebrało bowiem 90 sztuk, w 2007 103 sztuki, w 2006 66 sztuk, z kolei w 2005 39 sztuk. O wcześniejszych dostawach, jeszcze z czasów najpierw Jelczańskich Zakładów Samochodowych, potem Zakładów Samochodowych Jelcz S.A., nawet nie warto wspominać, gdyż wynosiły one setki czy wręcz tysiące egzemplarzy. Ale to już było i raczej nie wróci. Dziś Jelcz-Komponenty funkcjonuje jako typowy wytwórca niszowy, produkujący rocznie zaledwie kilkadziesiąt aut, ale niezwykle specjalistycznych pod względem konstrukcyjnym. Do tego, jeśli doda się wciąż niższe u nas niż na Zachodzie koszty prac badawczo-rozwojowych oraz robocizny, przy nawet porównywalnej czy niższej wydajności (choć przy tego rodzaju odmianach o pełną porównywalność wydajności niezwykle trudno), to okaże się, iż Jelcz jest w stanie na konkurencyjnych warunkach i w konkurencyjnym terminie opracować, zbudować, przebadać i seryjnie zmontować wysoko specjalizowane warianty, zaspokajające niestandardowe potrzeby naszej armii. Przykładowo wspomnianą umowę na 42 ciężarówki wysokiej mobilności i wysokiej ładowności S662D.43 6x6 podpisano 30 grudnia 2009 roku, a wszystkie egzemplarze mają zostać wykonane do końca maja, czyli w przeciągu zaledwie pięciu miesięcy! Proszę wskazać, który z zachodnich koncernów podjąłby się realizacji takiego zadania w takim terminie, nie mówiąc już o związanych z tym kosztach.

Odporne kabiny
Oprócz tego fabryka dysponuje autentycznie unikatową gamą integralnie opancerzonych, typowo militarnych kabin, tzn. przygotowanych pod potrzeby armii i funkcjonalnie dostosowanych do natychmiastowego użycia na polu walki oraz ułatwiających sprawny przerzut pojazdów na to pole (ścięte boczne, górne naroża, płaskie wszystkie powierzchnie, dzielona, płaska szyba przednia). Do roku 2009 były to cztery kabiny: dwie długie, dwudrzwiowe typu 146 WPP – z dachem normalnej wysokości i obniżonym (kabina obniżona) oraz też dwie wydłużone, czterodrzwiowe, obniżone typu 144 WPP – krótsza, 4-osobowa i dłuższa, wybitnie załogowa, 6-osobowa. Wszystkie spełniają wymagania zabezpieczenia osób znajdujących się w logistycznych i lekkich pojazdach opancerzonych według STANAG 4569 (wydanie 1) Aneksu A dla poziomu 1 przy ostrzale amunicją z nabojem karabinowym 7,62x51 mm z pociskiem z rdzeniem ołowianym NATO BALL oraz zgodnie ze STANAG 4569 (wydanie 1) Aneksu B dla poziomu 1 przed wybuchem granatu ręcznego F1. Wyróżnia je także kilka istotnych i wartych zwrócenia na nie większej uwagi rozwiązań technicznych. Przede wszystkim jelczańscy specjaliści zadbali o pewne, związane z samym opancerzeniem detale ważne dla bezpiecznej eksploatacji w momencie ostrzału i po nim. M.in. klamki chroni specjalna, stalowa, opuszczana klapka, którą podnosi się tylko w momencie operowania kluczem w zamku. Dodatkowo, w celu podniesienia komfortu pracy załogi, szyby w drzwiach przednich seryjnie nie są opancerzone, lecz zwykłe. Osłonę tych szyb, czyli pancerną szybę w pancernej oprawie, razem tworzące jeden moduł, przytwierdza się na zewnątrz kabiny do punktów mocujących umieszczonych po bokach, za przednimi drzwiami na wysokości okien. Ponadto trzy kabiny obniżone redukują wysokość zaopatrzonych w nie samochodów, powodując, że cechują się wysoką mobilnością strategiczną, tzn. iż łatwo przewozi się je koleją i w ładowniach samolotów klasy średniej, od słynnego C130 Herkules zaczynając.

Ciągnik siodłowy C662D.43 6x6 dedykowany jest
do współpracy z samochodowym mostem towarzyszącym MS40 - Daglezja S.

Według potrzeb
Utrzymanie w Jelczu montażu aut ma w takim razie dla obronności kraju strategiczne znaczenie, ponieważ gwarantuje, że wojsko otrzyma nie bazowe, seryjne auta jedynie w pewnym wymiarze dostosowane do jego potrzeb, ale środki transportu niemal od początku przygotowane w taki sposób, by potrzeby te w możliwie maksymalnym stopniu zostały zaspokojone. I o tym, że takie wersje, wciąż powstają, świadczy fakt, że wśród 29 przekazanych armii w roku ubiegłym samochodów znalazły się dwa nowe. Dokładnie zaś premierowe rozwiązania dotyczyły zastosowania innych niż dotychczas kabin w już dostępnych podwoziach. Pierwsza z tych nowości polegała na instalacji kabiny załogowej w ciągniku siodłowym C642D.35 6x4. W ciągniku tym zamontowano też siodło o obniżonej wysokości. Zmiany te wynikają z faktu, iż ciągnik ma tworzyć zestawy ze specjalnymi naczepami. Druga z nowości zasługuje natomiast na większą uwagę, gdyż jest nią pierwsza jelczańska integralnie opancerzona kabina, która w pełnym zakresie spełnia wymagania normy STANAG 4569 na poziomie 1 dla ochrony balistycznej oraz przeciwminowej (przeciw detonacji min, ładunków wybuchowych i granatów). Kabina ta jest również wysoka i, w odróżnieniu od pozostałych jelczańskich militarnych kabin, w tym czterech opancerzonych, krótka, dzienna. Dlatego zaopatrzone w nią podwozie z serii P662D.43 6x6 otrzymało symbol P662OP.
Prócz wzrostu liczby dostępnych wersji docelowych, dzięki zwiększeniu liczby oferowanych kabin opancerzonych oraz wykorzystaniu dotąd proponowanych podwozi z kolejnymi, dotąd występującymi kabinami, Jelcz kontynuuje prace nad nowymi modelami samochodów. M.in. praktycznie ukończony został pierwszy egzemplarz długo oczekiwanego podwozia wysokiej mobilności i wysokiej ładowności w układzie napędowym 8x8 - P882. Wygląda niezwykle efektownie i jest obecnie „dozbrajany” w niezbędny osprzęt i wyposażenie, konieczne ze względu na przewidywany wybitnie specjalistyczny zakres przeznaczenia, tzn. na początek bycie nośnikiem wybranych elementów nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego. Wkrótce powinny się także zacząć testy drogowe, w praktyce weryfikujące słuszność przyjętych rozwiązań i wykorzystanych podzespołów. Do tego firma zamierza pracować nad integralnie opancerzonymi kabinami, spełniającymi wyższe poziomy ochrony zgodnie ze STANAG 4569: 2 dla balistycznej oraz 2a i 2b dla przeciwminowej.
Oczywiście wiązać się to będzie ze znaczną przebudową kabin, a w szczególności ich dolnych partii. Planowana jest też instalacja mocniejszej jednostki napędowej, o mocy ponad 500 KM. Wiele wskazuje na to, iż będzie to 12,88-litrowy Cursor 13 w wykonaniu jeszcze Euro 3 bądź już Euro 5, a zatem 530- ewentualnie 560-konny. Silnik ten na początek trafi m.in. do wariantu 4-osiowego, wytypowanego przez Jelcza jako jego propozycja bazy dla kołowego wozu zabezpieczenia technicznego. Niemniej realizacja tych wszystkich zamierzeń zależy od realnych działań naszych sił zbrojnych. Kwestia dotyczy głównie ogłoszenia i rozstrzygnięcia przetargów oraz terminowego odbierania zamówionego w nich sprzętu. Ważnym czynnikiem jest również współfinansowanie prac badawczo-rozwojowych ze źródeł budżetowych, w tym z grantów KBN. Jelcza po prostu w obecnych realiach nie stać na samodzielne, za własne pieniądze wdrażanie projektów, które mogą nie zostać ostatecznie skomercjalizowane, czyli trafią na przysłowiową półkę. W efekcie składane są tylko prototypy tych wyrobów, które wojsko rzeczywiście przejmie. Wykluczony jest zatem montaż egzemplarzy demonstracyjnych.

Będą kolejne
Poza wariantami już istniejącymi, omówionymi w tym artykule, jelczańskie podwozia są rozważane także do odgrywania innych ważnych ról, m.in.:

  • ciągnik siodłowy C662D.43 6x6 – samochodowego mostu towarzyszącego MS40 – Daglezja S, przeznaczonego do pokonywania przeszkód wodnych (terenowych) o długości 40 m (długość przęsła 46 m) i cechującego się nośnością 70/110 MLC;
  • podwozie P662D.35 6x6 z obniżoną, integralnie opancerzoną kabiną – stanowiącej wymienny moduł i opracowanej przez francuski koncern zbrojeniowy Giat, obecnie noszący nazwę Nexter, a w Polsce proponowanej przez CPW HSW jako krajowego integratora całości, haubicy Caesar 155 mm/52 kalibry wraz z systemem podpór i koniecznym wyposażeniem dodatkowym;
  • podwozie P882D.43 8x8 – opracowywanego w tarnowskim OBRSM 30-milimetrowego zestawu zwalczania środków napadu powietrznego RABA (30ZZNP), z 30-milimetrową, napędową armatą wielofunkcyjną Nawałnik (30AW) oraz z systemem kierowania ogniem adaptowanym z rozwiązania przygotowanego również przez OBRSM Tarnów w ramach modernizacji ZSU-23-4 do standardu ZSU-23-4MP-Biała. Nowy zestaw, dedykowany do zwalczania bezzałogowych systemów latających, pocisków rakietowych, śmigłowców
    i samolotów, ma się charakteryzować wysoką mobilnością i, w porównaniu z gąsienicowymi nośnikami, zdecydowanie niższymi kosztami zakupu oraz późniejszej eksploatacji;
  • podwozie z linii P662 oraz P882 – do pełnienia kilku funkcji, w tym: pojazdów amunicyjnych w ramach modułów logistycznych wykorzystywanych do zaopatrywania m.in. armatohaubicy Krab i spolszczonego Caesara; nośników dwóch przeciwlotniczych systemów rakietowych – pierwszego z rakietami krótkiego zasięgu VL MICA, drugiego
    z rakietami średniego zasięgu Aster 30, obu będących elementem składowym tzw. Tarczy Polski, planowanej do wdrożenia w wyniku współpracy z europejskim konsorcjum technologii rakietowych MBDA.

Paweł Zarzeczny
Fot. autor, mat. prezentacji